wtorek, lipca 19

Realizacja marzeń z przygodami ;)

Dzisiaj będzie z innej, ogrodowej beczki ;).

Od wielu, wielu lat jednym z moich marzeń było posiadanie własnego ogródka z warzywami. Marzenie niestety tkwiło sobie gdzieś tam bez realizacji przez długi czas. Wiele lat temu, gdy moi Rodzice kupili działkę rekreacyjną już byłam o krok od realizacji, ale moja Mama - zapalony kwietny ogrodnik, zastrzegła sobie tylko kwiaty... No i znowu nic, aż do tego roku :). Co prawda mój warzywniak nie jest gruntowy, a doniczkowy, to jednak go mam! Mamy niby tutaj ogród, ale wizja przekopania = zniszczenia komuś trawy jakoś do mnie nie przemawiała. Teraz okazało się, że właściciel wyraża na to zgodę, tylko przed wyprowadzką trzeba zasiać tam trawę. No, ale nim wiedziałam, zasięgnęłam googlowej wiedzy o warzywniaku w pojemnikach i okazało się, że tak można sadzić praktycznie wszystko. Skupiłam się na tym co nam najlepiej wchodzi czyli ogórki, pomidory, sałaty i zioła. Dla dekoracji doszły słoneczniki i kwiaty.

Nasiona pomidorów zakupiłam takich jakie najbardziej lubię czyli z tych mniejszych a la koktajlowych. Zdjęcie kusiło piękną gałązką zgrabnych pomidorków, do tego moja wizja donic z gęstymi krzaczkami obsypanymi malutkimi pomidorkami sprawiła, iż to właśnie je nabyłam. Kilka na samym początku padło, ale zostało 20 rokujących sadzonek. Rozwijały się średnio szybko. Do uprawy zniechęciłam się kompletnie, gdy u jednej sąsiadki były już kwiaty, a u drugiej już... pomidory, a u mnie tylko średniowysokie, ale zdrowe rośliny... Zaczęłam znowu czytać, że pomidory są różne, że mogą być niskie i gęste krzaczki oraz rzadkie, a wysokie typu winorośl. No i tak sobie zerknęłam na tą moją torebkę z nasionami i okazało się, że moje małe pomidorki rosną na ponad 2 m, a na owocowanie jeszcze mają czas... No cóż, przeraziłam się rozmiarami krzaków :). Pogoda się uspokoiła, zaczęło być stabilnie i słonecznie, przeniosłam je na bardzo słoneczny taras i nagle buch, zmieniły się nie do poznania. Kwiaty, wzrost i pomidorki wreszcie :). Wyczytałam też, że przy tych doniczkowych najlepiej obrywać boczne pędy i prowadzić jeden główny pęd. Pourywałam. Teraz mają ok, 1,2m i 4-5 gałązek z 9-cioma pomidorami, a na końcu takiej gałązki wyrasta już kolejna. Jeśli odpukać ich jakieś choróbsko nie dopadnie, to już niedługo będziemy konsumować. Tyczki mam na 1,8m i jak zaczną przekraczać zacznę prowadzić je chyba w dół ;).
Reasumując przydługi wstęp, pomidory jak najbardziej w donicach uprawiać można, ale trzeba wiedzieć jakie... No i wcześniej zrobić większe rozeznanie w temacie, bo u mnie chyba wizja spełniania marzeń przyćmiła rzeczywistość ;).

W rezultacie owocujących krzaków mamy naprawdę sporo... Zapraszam wkrótce na pomidory! :))

No i cóż, mały rzut oka właśnie na nie :))).



Aha, do tyczek podwiązane są dżinsowymi recycklingowymi tasiemkami :).




Wiem, są jeszcze malutkie i zielone, a ja podniecam się jak oszalała, ale to jest coś niesamowitego móc wreszcie mieć swoje, własne, właśniuteńkie :).

Pomidory stanowią mój nieodłączny dodatek do życia, ale jeśli mam jeść bladoczerwone, o smaku trawy,  daruję sobie. W sklepach szukam wnikliwie i wącham je dokładnie :). Wącham. bo szukam zapachu dzieciństwa. Sąsiedzi mojej Babci mieli olbrzymią szklarnie i to właśnie stamtąd w sezonie brało się pomidory. Ja zapach i smak tych pomidorów pamietam dokładnie do dziś i nie żartuję :). I to właśnie jest mój wyznacznik dobrego pomidora!
Mam nadzieję, że i te mnie nie zawiodą :).

Do tego mamy ogóreczki, ale o ile z ogórkami nie mam już takich problemów, to jednak na początku sporo sadzonek zgniło, bo było za mokro. Zostały nam 4. Na razie udało nam się zebrać 6 sporych ogórków. Oczywiście ja bym każdego trzymała aż osiągnie metr :P, ale wyczytałam, że jak się zbiera, to będą lepiej dalej owocowały, więc zbieram :). Aha i oczywiście jako, że są w skrzynce prowadzę je do góry :).

A radość jaka towarzyszy rozchylaniu pnączy i znajdywaniem takiego widoku jest nie do opisania....




Sałaty lubimy bardzo. Mi najlepiej smakuje mieszanka różnych, bo wyrównują się smaki. Poza tym miałam wielką ochotę poznać je bliżej czyli nazwa-wygląd-smak-zastosowanie. No więc mamy kilka skrzynek takiej mieszanki sadzonej w odstępach, żeby był stały dostęp :). Ścinanie liście nie oznacza, że to już koniec. Produkcja ciągle w toku :).
A najulubieńszą z sałat, wyglądającą raczej jak szpinak jest roszponka. Ma orzechowo-ostrawy smak. Niedawno znalazłam przepis na smakowicie brzmiącą zupę mus z roszponki i to też była moja myśl przewodnia podczas wysiewu ;). Co prawda z zupami typu mus u nas krucho, bo On musi widzieć co pływa, a ja uwielbiam, więc z reguły są albo dwie wersję albo rzadko... A teraz właśnie czaję się na co większe roszponkowe listki :).
Sadzone były w rządkach z odstępami, a teraz wyglądają jakbym rzuciła garść na pastwę losu ;).






Ziół spożywamy równie dużo, więc o nich myślałam od dawna. Natomiast zioła  jako jedyne nie powstały u mnie z nasion. Zostały zakupione w dużych ilościach od rolników jako małe sadzonki.  W dużych ilościach, bo na początku mi było szkoda obrywać, więc trzymałam i dokupowałam, ale i tu panuje zasada im więcej jesz, tym bardziej pobudzasz do rozwoju, więc rozrosły się tak, że mamy ich teraz za dużo...  Część mam pod ręką w kuchni, a część sobie żyje na zewnątrz. Myślę  też o suszeniu. Zresztą niektóre nabierają intensywności właśnie po ususzeniu, więc tragedii z urodzajem nie ma :).

Od lewej: rozmaryn, szałwia, cytrynowy tymianek (boski!), bazylia i tymianek zwykły.


Przydałaby się też jakieś obszerniejsze skrzynki, ale nie spodziewałam się takiego rozwoju moich roślinek.  Zresztą skrzynki w dużej mierze pochodzą z darowizn od sąsiadów, więc z różnych "parafii", ale co tam ;), ważne że jest smacznie i zdrowo :).  

A oregano pokazywane przy okazji kursu znalazło się na krzesełku pokazywanym też przy okazji ;).



Jeszcze są dwa czosnkowe eksperymenty :).



No i mamy jeszcze ciesząco oko słoneczniki. Zasadzone z myślą o dekoracyjnym akcencie, ale niestety ptaki doceniły ich odżywczy akcent i wydłubują nam ziarenka...


No i tym oto sposobem na tarasie stworzyłam sobie swój zielony azyl. Na lewo krzak, na prawo krzak :).  Na wprost też krzak :).
Teraz spędzam tu każdą chwilę, doglądam i cieszę oko własnym dorobkiem :)). Stąd też piszę te warzywnicze wywody i gdyby nie okropne komary, to mogłabym i tu nocować ;).

Miłego tygodnia!!
A.

8 komentarzy:

with love pisze...

gratuluję urodzaju
ja w tym roku kupiłam gotowe sadzonki pomidorków koktajlowych (takie niemalże z kwiatkami) i okazało się, że przy koktajlowych to może one kiedyś stały ;/ - są olbrzymami :)

barbaratoja pisze...

Cudny ogródek i plony wspaniałe. Ja kupiłam sadzonki pomidorów i po pierwszym deszczu wszystkie liście były bardzo dziurawe. By się nie stresować po prostu wyrzuciłam.

agawu pisze...

Krzesełko pod oregano jest przepiękne!! Plony jak najbardziej do pogratulowania, Twoja radość z uprawy warzyw udzieliła się i mi , czytałam i myślałam jak to dobrze, że są ludzie którym taką frajdę sprawia zwykły ogórek z pomidorem :)

Asia-majstruje pisze...

Jestem pod wielkim wrażeniem :) Życzę Ci niebotycznych plonów, chociaż z tego co piszesz, już teraz nie możesz narzekać :)

wiedźma_florentyna pisze...

czy uważasz, że krzaczki pomidorowe łądnie pachną?
Moja mama uważa że tak ja twierdzę, że wspomnienia z dzieciństwa musiały jej się na węch rzucić...
A co do ogórków to faktycznie lepiej zbierać bo lepiej plonują, a same ogórki rosną tylko do pewnego momentu. Potem nasiona w środku zaczynają twardnieć a ogórek robi się brązowy w żółte żyłkowanie i nie wygląda apetycznie

Danka M. pisze...

Miło spotkać ,,zapaleńca/miłośnika,, ogrodnika:)
Nie wiem czy wiesz - jest książka o wykorzystaniu każdego kawałka ogrodu ,,Jadalne rośliny w pojemnikach,, (Michael Guerra) - polecam!!!
Zapraszam do mojego ogrodu - cukinie rosną w pralce, w kubłach na śmieci a zioła w bębnach z pralki:)
Powodzenia! I dobrych zbiorów życzę!!!

Tuome pisze...

gratulacje urodzaju :) ogródek to i moje marzenie, niestety na razie nie do zrealizowania... mieszkanie w bloku, z balkonem nad parkingiem i jeszcze od południowej strony... n 7 lat mieszkania tylko winobluszcz nie padł. Chociaż w zeszłym roku dostałam od mamy pomidory i przeżyły aż do zimy ^^ - ale chuchałam na nie jak głupia ^^"

cub@_libre pisze...

Cieszę się, że nie jestem sama w tym szaleństwie :). Dziękuję też za miłe słowa!

With love - też się bałam, że będzie inaczej niż na pięknym obrazku, ale u mnie te pierwsze na gałązce - największe zatrzymały się i czekają już na czerwony blask raczej. Chociaż kto wie :).

Barbaratoja - no ja tak jak pisałam zniechęciłąm się bardzo, ale rośliny były zdrowe, więc dałam im szansę :).

Agawu - nie dość że te zwykłe warzywa dają radość, to zjadane zbiory celebrujemy jak się da :). A poza tym, to mi aż szkoda ich konsumować...

Asia-majstruje - nie dziękuję, żeby nie zapeszyć :). A choroby i szkodniki czają sie niestety wszędzie...

Wiedźma_florentyna: ja właśnie zapomniałam napisać jak uwielbiam ten zapach samych krzaczków!! Mama miała rację! Jak je podwiązuję, to zaczyna się wydzielać ten zapach i potem ręce tym pachną! Dla niektórych może śmierdzą ;). Ale naprawdę coś w tym jest!

Danka M.: Mi również miło :). Książki nie znałam, ale podziwiałam Twoje okazy i tym bardziej się utwierdzam, że można wszystko, we wszystkim :). Ty to masz bogactwo warzywno-owocowe! Zazdraszam! Sama planuję poszerzyć horyzonty na przyszły rok :).

Tuome: Witam i uszom nie wierzę, że aż tak można nachuchać na pomidory ;). Gratuluję! To fakt, nie na każdym balkonie się da, ale pewnie trzeba znaleźć swoją niszę i pielęgnować to co wychodzi najlepiej!

Wszystkich ogrodników i nie tylko gorąco pozdrawiam! Cieszę się, że nie jestem sama ;).

A.