filc szycie kartki biżu kosmetycznie decu decu Inne
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzuta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzuta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, października 17

Zdecydowałam się jednak na zmiany ;)

Rozchodzi się o dziecięcy pokoik. Za oknem są drzewa i ostatnio zrobione ciemne zasłony jeszcze pomniejszały ilość światła w ciągu dnia. Znalazłam akurat jasną tkaninę i zrobiłam przewrót oraz tradycyjnie miszmasz ;). Ale co tam, teraz dni są krótkie, więc tego światła nam trzeba!

Rzut na wzór na rzeczonej tkaninie.


No i zaczynając od końca: powstała narzutka na łóżko i poduszka.


Obie pozycje pikowane ;).





Mały, przyboczny organajzer na książki i drobiazgi.


I całość.
(Pod łóżkiem wystaje złożony namiot ;)).


 No i jeszcze takie dyndające serduszka sobie wiszą.


Do tego powstała zasłona, od które wszystko się zaczęło. Niestety światła nam teraz tyle wpada, że ciężko o zdjęcie.



Dlatego zdjęcie główne przy świetle sztucznym...
No i są równe, mimo, że na zdjęciu jest inaczej.



Do tego takie kokardki "trzymacze-za-dnia" ;).


No i żeby było przytulniej wiatrowy bloker na parapet ;).


 A nim wpadłam na pomysł przemian poczyniła się pościel w jeszcze innych barwach...


A elementy poprzedniego zestawu przeniosły się na ziemię, do czytelni...


Także jest miszmasz pełną gęba, ale to nie nowość w tym miejscu :)).




Miłego tygodnia!!
A.

niedziela, czerwca 12

Krzywulcowo na trawę ;)

Miała być duża narzuta na trawę i wykorzystane do tego głównie stare dżinsy. Niestety opcja jaką wybrałam, spowodowała, że powycinane dżinsowe koła zaczęły się strzępić i coraz bardziej tracić kształty, a z każdym etapem było jeszcze bardziej krzywo. Na etapie pewnym miałam ochotę już wszystko rzucić w diabły... Zebrałam jednak siły, popatrzyłam na to raz jeszcze i zdecydowałam, że jedynym rozwiązaniem jest dalej w tą krzywulcowatość brnąć, bo pruć nie było sensu. Jednakże w między czasie zmieniłam koncepcję, że będzie to raczej narzutka aniżeli piknikowa, rodzinna narzuta, na którą nerwów już nie chciałam tracić...

Szukałam pomysłu jak wykorzystać stos starych dżinsów i znalazłam w sieci  (niestety nie mogę odnaleźć teraz linka...) podkładki na stół z tutorialem robione właśnie z dżinsu w ten sposób. Sposób jakiego chciałam od dawna spróbować. No i spróbowałam ;)

Zatem przed Wami najbardziej krzywa, najmniej udana, ale swe funkcje spełniająca narzutka :).




Tu właśnie rozgrywa się dramat. Żadne kółko nie jest kółkiem... To te dżinsowe "skrzydełka" właśnie tak się strzępiły, więc nim je obszyłam zygzakiem przycinałam strzępiące się nitki i zaczynały tracić kształt.



Pikowanie miało być w podobne kółka jak na środku. Wychodziły różnie, ale skoro miały wyjść podobnie to się udało ;). Dżinsowe "koła" na środku też zostały przepikowane.


Spód narzutki zrobiony jest z cienkiego skóropodobnego winylu, na spodzie z cienkim polarem. Taki był zamysł, żeby  spód izolował i chronił przed ewentualnie wilgotną trawą i dobrze się czyścił. Winylowa część nie została przepikowana razem, bo bym chyba nie dała rady. Obszyta jest tylko dookoła.


A tu wisząca i trochę lepiej widać pikowanie :).


Miłego tygodnia!!
A.

wtorek, sierpnia 17

Życiowy komplet ;)

No i zakończyłam coś o czym już wspominałam. Największa z moich dotychczasowych kreacji. Najbardziej złożona, praco- , czaso- i nerwochłonna ;). Patchworkowa narzuta z poduszkami – Mamie, do gościnnego pokoju. Rok temu zrobiłam tam mini komplet z bordowego aksamitu.

Bazą narzuty była cienka narzutka na ocieplinie w piwonie, ale porwał jej się dół. Teraz natomiast, to piwonie są na dole, a na górze geometryczne kombinacje z 4 ikeowych materiałów. Biel, fuksja, beż-len i paskowy mix tych poprzednich. Najfajniej i najszybciej szyło się te kwadratowe panele, potem im większą płachtę się zszywało tym było gorzej...

Z ogólnego efektu jestem zadowolona, choć na własne życzenie powstały pomarszczone pikowaniem miejsca, na które wolę nie patrzeć... Wiem, powinnam była zacząć pikowanie od środka, a brzegi - lamówki pozszywać na końcu, ale to nie był typowy patchwork, na gotowej bazie i szyty z nadzieją, że może się jednak uda ;). No cóż nie udało się do końca, ale pierwsze koty za płoty. Następny będzie lepszy. Jeśli będzie :).

Słońce trochę rozjaśniało kolory, ale kolory są bardziej intensywne.

Motyw wiodący - różne kombinacje pasków 4 materiałów.



Ciężko pikuje się taką płachtę, a szczególnie jej środek. Częściowo pomagała Mama.
Tragedia rozegrała się szczególnie w drugim środkowym rzędzie kwadratowych paneli od lewej... Dwa z nich pomarszczyły się okrutnie. Na szczęście jak narzuta leży, to się to aż tak nie rzuca w oczy... I nie psuje szczęścia z całości ;)







I spodzik :).

Kilka szczegółów.





Poduszki, które były w komplecie nie są typowe ( to takie jakby składane na pół prostokąty rozszerzające się ku górze), dlatego ładnie nie leżą w pokrowczykach, ale postanowiłam zrobić tradycyjne.





Z resztkowych pasków powstała do kompletu gąsienica :). Taka w sam raz do zabawy, jako podgłówek albo ochraniacz na szparę pod drzwiami ;).
Aparat gębowy niedopracowany bardzo. Ale i tak cud, że wyszedł z moimi zdolnościami tworzenia głów...





A z dwóch pozostałych kwadratowych paneli, już poza kompletem powstały sobie łapki do trzymania gorących naczyń.


A tak w ogóle to Dziecko postanowiło mi intensywnie towarzyszyć w sesji ;).

Najpierw spokojnie leżały.

Potem było skakanie na poduszkach.


A na końcu obie znowu odpoczywały, tym razem na poduszkach ;).



Aby zaraz się podnieść i pomóc mi pomierzyć :).


A rozmiary wyszły nam takie: narzuta 200x170cm, poduszka 50x50cm, a gąsienica 80cm.


Oczywiście po całej produkcji zostało mi jeszcze sporo resztek pasków czy innych kawałków i pewnie coś z nich jeszcze kiedyś powstanie, ale póki co muszę odpocząć od tej kombinacji ;). I ogólnie od wielkoformatowych projektów, bo to za długo na efekty się czeka ;).