poniedziałek, kwietnia 26

"Tak! Będzie naturalnie."

I w łazience. I w kuchni. :) Tak, sobie pomyślałam, bo szukając ostatnio jakiś fajnych specyfików, po raz kolejny zadumałam się nad etykietkami ze składem i postanowiłam coś wytworzyć sama. Na razie organizuję warsztat i przygotowuje się do otwarcia linii produkcyjnej w pełni :). Dziś tylko taka zajawka i naświetlenie zamiarów ;)). Głównie skupię się na pielęgnacyjnych solach do kąpieli i pudrach mlecznych, ukochanych scrubach, maseczkach do twarzy i innych fajnych, po drodze napotkanych. Dodatkiem będzie wzbogacenie kuchni w zioła, produkcja aromatycznych, smakowych oliw i octów. Produkcję zamierzam też na czas pobytu częściowo przenieść do kraju i "unaturalnić" dom rodzinny chociażby :).
Oczywiście szyć też będę w międzyczasie :)


Zioła i kwiaty będą wykorzystywane świeże i suszone.


Ta oliwa zrobiona na próbę, ma smak rozmarynowy ze szczyptą chili :). Najpierw metodą na gorąco, czyli w kąpieli oliwnej zanurzyłam nad parą, nieco rozgniecione rozmarynowe igiełki. "Dusiłam" to kilka godzin, przecedziłam i dla dekoracji wrzuciłam kilka gałązek świeżego rozmarynu. To metoda dla niecierpliwych, na szybko. Cierpliwy zalałby rozmaryn oliwą, odstawił w ciemne miejsce, co kilka dni potrząsał słojem, aby za 2-3 tygodnie delektować się przefiltrowaną oliwą. Metoda pewnie bardziej aromatyczna, ale moja już po tych kilku godzinach ładnie uderza po nozdrzach aromatem i pieści kubki smakiem :).

Świeży rozmaryn i mięta. Rozmaryn pobudzi, a mięta zrelaksuje i uspokoi. Z mięty metodą na gorąco,podobnie jak z rozmarynu, choć z innych proporcji uzyskałam pięknie zabarwiony na ciemno zielono olejek , który posłuży m.in. jako dodatek do miętowej kąpieli.

Nagietek do suszenia. Natomiast wywar z anyżu, mięty i rozmarynu na bazie wody destylowanej to póki co mój płyn do higieny jamy ustnej. Teraz delektuję się nim co chwila :). Wreszcie mam swój, który nie powoduje pieczenia i uczucia wypalania dziąseł, jaki powodują testowane przeze mnie sklepowe...

Mam teraz fazę na pomarańcze. Postanowiłam też zacząć utylizować skórki. W ruch poszły też inne cytrusy. Żółte i zielone :).

Jest trochę i szycia w tym :). Uszyłam kilka ( jest ich więcej niż na załączonym obrazku) kremowych, muślinowych woreczków z bawełnianą koronką i rafią. Rozmiary ich są różne. Głównie służą jako przewiewne pojemniczki dla suszonych elementów, ale również stanowią "poszewkę" na drobne, suszone dodatki w kąpieli. Kiedyś nie lubiłam np. takich soli, bo to wszystko się potem przyklejało do ciała albo zatrzymywało na sitku. Okazuje się, że woreczki są na to świetnym rozwiązaniem. Teraz można dawkę pudru czy soli z dodatkami wrzucić do woreczka, zawiesić na kranem z cieplejszą niż zwykle wodą. Następnie na czas stygnięcia wody do normalnej temperatury, dać aromatom chwilę i wrzucić woreczek bezpośrednio już do wody, potem już tylko zanurzyć się i delektować :). A przed samym wejściem można jeszcze dla zintensyfikowania doznań woreczek ścisnąć :).


Na próbę zrobiłam bezzapachowy puder mleczny do kąpieli. Dla mnie bomba! W ciągu kilku kąpieli wyleczył moją przesuszoną i piekącą skórę, której się nabawiłam w podróży, przez marną wodę :(. Teraz skóra jest gładka, śliska i sprężysta. Nie dość, że wyleczona, to lepsza niż przed ;).

W skład pudru prócz wspomnianego mleka w proszku wchodzi: mąka kukurydziana, sól Epsom ( może być też morska albo z Morza Martwego), mielone płatki owsiane i kukurydziane, soda oczyszczona. Można ją zrobić bardziej aromatyczną i dodać olejki zapachowe ( moje idą pocztą :))), odrobinę olejku na bazie oliwki albo suszone kwiaty czy zioła do woreczka. Już wkrótce moja też będzie bardziej urozmaicona i aromatyczna. Urozmaicę też sole i zabiorę się za scruby :).

Następnym razem wrzucę też konkretne proporcje.

A na koniec jeszcze mini kolorowa zajawka, żeby nie było, że tylko się kąpię w zapachach ;). To dopiero początki pewnego edukacyjnego projektu.


Miłego tygodnia!!

10 komentarzy:

Rybiooka pisze...

Czuję ten zapach...... anyż, rozmaryn... sól. To mleko intryguje :) Pięknie Ci to wyszło...

nina_błękitna pisze...

Fajne pomysły! inspirujące! przez chwilę myślałam, że jestem na blogu Mydlana Królewna ;)

anita22 pisze...

oh na to mleko do kąpieli to koniecznie muszę znać proporcje.Po zimie jakoś skóra na nogach mi się przesuszyła masakrycznie. bardzo podoba mi się pomysł z naturalnymi kosmetykami i dodatkami. Miałam kiedyś ochotę na naturalne kosmetyki,ale jakoś na planach się skończyło :P

cynka pisze...

pięknie TO wszystko wygląda!!!

Betsy Petsy pisze...

Bardzo naturalnie, smacznie, estetycznie i zachęcająco brzmi :)

Annasza pisze...

Mhmmmmmmmmm... ten puder mleczny do kąpieli chyba mnie skusi,też mam po ziemie paskudną, przesuszona skórę, przydałoby by jej się coś tak fajnego. :)) Zdradzisz w jakich proporcjach robisz tę mieszankę? :))

sanka pisze...

cudnie to wszystko brzmi, czuje te zapachy mhhh, jak pięknie opisałaś :))

Almirani pisze...

Jejku, pięknie to wszystko wygląda i brzmi :-) Czuję zapachy :-)

Hafija pisze...

Ależ aromatycznie!

Zuza pisze...

mrrrr ;)